Nie ma to jak po 2 tygodniach „ciężkiej” harówki związanej ze studiowaniem wrócić do domu i zasypiać we własnym łóżku słuchając ulubionej kapeli. Taki stan skłania do przemyśleń i to z reguły bardzo ciekawych. Czasem nawet baaardzo wybiegających w przyszłość.
Czy nie głupim pomysłem byłoby nagrać kiedyś płytę, która wiązałaby się w jakąś jedną całość? Chodzi o to, że kolejne utwory od pierwszego do ostatniego składałyby się na jedna spójną historię. Z tego, co mi się wydaje King Diamond nagrywał takie płyty, jednak mój pomysł nie kończy się na nagraniu tylko krążka audio, ale również do stworzenia obrazu. Połączenie musicalu z rock operą. Ciekawe? Jak dla mnie bardzo! Wiem, że na pewno dużym wyzwaniem jest napisanie scenariusza, potem skomponowanie muzyki i jeszcze przedstawienie i zarejestrowanie tego, ale z pewnością pozwoliłoby to zbierać dorodne owoce naszej pracy:P
No to chyba na tyle moich przemyśleń z uprzedniego wieczoru. Dziś Zaduszki jazzowe wiec idę się zrobić na bóstwo:) Myślę, że dużo ciekawej muzyki będzie do słuchania.
No i „coś z całkiem innej beczki”:
Para wybrała się do psychologa małżeńskiego. Ich małżeństwo jest
niemalże w gruzach, ponieważ nigdy ze sobą nie rozmawiają. Psycholog
próbuje sprowokować ich do wspólnej rozmowy, jednak małżonkowie siedzą z
ramionami skrzyżowanymi na piersiach i milczą. Kolejne próby nie dają
efektu. W końcu psycholog wyciąga gitarę basowa i zaczyna grac solo.
Małżonkowie natychmiast odwracają się ku sobie i zaczynają prowadzić
konwersacje pierwszy raz od wielu miesięcy.
- Jak u licha udało ci się to zrobić?! - pytają później.
- To proste - odpowiada psycholog -
...wszyscy rozmawiają podczas solówek na basie.
agrest
Nastrój:
tagi:
Kilka słów wstępu,
Blog powstał nie po to, aby kogoś zaciekawić, jest to tylko i wyłącznie metoda na mobilizowanie siebie samego do pracy i działania poprzez zapisywanie poszczególnych kroków spełniania swojego marzenia tj. założenia rock’n’roll’owej kapeli. Kapeli, którą po cichu nazywam sobie „Agrest”, ponieważ kiedyś we śnie widziałem siebie grającego na festiwalu „Ku przestrodze”, z zespołem, który nosił nazwę Agrest i ta nazwa jak na razie jest najlepsza z tych, które udało mi się znaleźć do tej pory.
Nie czuję się humanistą wiec moje zapiski nie będą pełne pięknych sformułowań, środków stylistycznych itp., lecz wręcz będą całkowicie ich pozbawione:P (nie wątpię też że w tekście będzie można doszukać się dużej ilości błędów styl. i ort.)
Dziś, 13.11 a właściwie na przełomie 12-13.11 znowu moja głowa jest pełna wyobrażeń na temat zespołu. Rock’n’roll to coś czym żyję już od dłuższego czasu, coś co stanowi większą cześć mojego życia i bez czego moje życie nie miało by sensu (bla bla bla:)). Parę minut temu skończyłem oglądać koncert grupy Queen „Rock Montreal”, który to wywarł na mnie ogromne wrażenie tym bardziej, że ostatnio mam „fazę” na Queen'a. Wiadomo Freddie, Brian, Roger no i przede wszystkim John. Przede wszystkim bo to basista:), no a jak wiadomo (mi) gram właśnie na basie, ten gość jest taki „groovie”!:P
Jednak wszystko nie wygląda tak kolorowo jak koncert zespołu Queen. Otóż boję się, że nie będziemy w stanie w ciągu tygodnia z całym składem znaleźć dwóch wspólnych godzin, wszystko wskazuje na to, że mijamy się, w sensie, jak jeden wraca z zajęć drugi zaczyna zajęcia. Ciężko już teraz nam się spotkać by porozmawiać, wypić piwo (wino, wódkę lub coś całkiem innego) a co dopiero jak przyjdzie do zorganizowania przynajmniej dwu-godzinnej próby. Mimo to jestem jak na razie dobrej myśli, że wszystko się uda, od jutra, a raczej od rana zacznę działać w tym kierunku. Mogę się pochwalić, że znalazłem już dogodną salę prób, co było jak na mnie, pozbawionego całkowicie zdolności organizacyjnych, wyczynem nieprzeciętnym. Dogodna cena, warunki i sprzęt.
No a teraz chwila na bujanie w obłokach, czyli co zamierzam:
Już niedługo znajdziemy wszyscy chwilę czasu, aby się spotkać ustalić godziny prób no i oczywiście wstępny materiał, musi się w nim znaleźć przynajmniej jeden numer Queen’a, jak na razie moimi faworytami są „Crazy little thing…” lub „Another one bites the dust”, a może nawet to i to. Wokalista jest wielkim fanem klasycznego rock’n’roll’a wiec pewnie w secie znajdzie się standard „Long tall Sally”. Na razie tyle pewniaków.
Zapomniałem dodać, że skład już mamy: voc., git., bass, dr., (czyli kwartet jak Led Zeppelin, Queen, Free i wiele innych). Nigdy nie widziałem naszego perkusisty w akcji i mam pewne obawy, (może obawy to za mocne słowo, raczej jestem ciekawy) czy sobie poradzi, z czystym zaś sumieniem mogę stwierdzić, że wokal, i gitara prowadząca to jak dla mnie strzał w dziesiątkę.
No i to chyba byłoby na tyle pierwszych przemyśleń a propos kapeli…
Na koniec coś „z całkiem innej beczki”, czyli śmieszne, zaczytane kiedyś w sieci:
- Czemu basista nie bawi się w chowanego?
- Bo nikt go nie będzie szukał
agrest
Nastrój:
tagi: